Nie jesteś zalogowany na forum.


Hargi przyglądał się pęknięciom w ostrzu. Zacisnął małe usta i wydał z siebie ciche westchnienie. Podniósł wzrok i odszedł od stołu. Zaczął rozpalać ogień w palenisku.
- Skąd to macie? - zapytał względnie spokojnie. Widocznie był jeszcze zaspany. - To stara szkoła. Nikt już tak nie kuje. A ta błyskotka… od wejścia czuć jego moc - skomentował dokładając drew do paleniska.
- Staroć i tyle- machnął ręką Ull.
- I tyle - powtórzył z lekkim uśmiechem krasnolud. Znów podszedł do stołu. Podniósł topór.
- Dobrze wyważony. Gładkie ostrze. Co żeście z nim zrobili? - zaciekawił się.
Ull wiedział, że bez wyjawienia Hargiemu prawdy się nie obejdzie. Niestety dobrze wiedział jaka będzie jego reakcja.
- To Reiseblad - wyznał Ull stając za Hargim. Krasnolud upuścił broń na blat stołu. Powoli odwrócił się do szatyna z szeroko otwartymi oczami.
-Nie. Nie, nawet ty nie jesteś tak głupi - niedowierzał.
Poważny wyraz twarzy Ulla jednak potwierdził jego słowa.
- Ty psi synu, jak śmiałeś, to świętość. Profanacja! Jaki prawem tego dotykałeś? To obraza dla wszystkich krasnoludów. Jak to znalazłeś? I na tron Odyna, jakim kurwa cudem udało ci się to popsuć. Słabo mi.. -powiedział opadając na krzesło. Jego twarz przybrała kolory purpury.
Offline


Robin była przygotowana na wybuch krasnoluda, ale nie na aż tak. Tym bardziej że niesprawiedliwe było to, że cała wina teraz spadała na Ulla. Nie tylko on w tym brał udział.
-Hej...- Powiedziała nagle, kiedy Hargi skończył swój wyrzut złości -To nie tylko on...jak bardzo potrzebujesz ofiary, to proszę, to ja wymyśliłam, aby złamać wolę kryształu i trochę chyba za mocno to próbowaliśmy zrobić- Stanęła w obronie Ulla. Razem w tym siedzieli, z resztą tak jak jej powiedział. Nie wyobrażała sobie teraz sytuacji, w której on by obrywał, a ona stałaby z boku i udawała, że jej to nie dotyczy.
-Z resztą teraz to już mało istotne jak i dlaczego do tego doszło. Najważniejsze czy da się to jakoś naprawić. Nie ukrywam, że bez tego jesteśmy trochę w dupie- Wyjaśniła i zmierzyła wzrokiem krasnoluda, który najwyraźniej dość kiepsko zniósł fakt, że coś tak cennego dla krasnoludów zostało uszkodzone, przez dwójkę kretynów. Dziewczyna podeszła do niego i ukucnęła naprzeciwko i spojrzała prosto w oczy.
-Musisz nam pomóc...proszę, teraz ty jesteś jedyną naszą nadzieją- Chciała go przekonać, może nieco złagodzić jego złość -Widzisz ją- Wskazała na Addie -Zjebałam i to po całości. Ona ma rodzinę, męża i małe dzieci, do których musi wrócić, a ten topór jest jedynym, co może nam w tym pomóc. Hargi proszę...miej serce- Starała się wyjaśnić całą sytuację tak, aby nie wchodzić w zbędne szczegóły całej historii. Lepiej by było, aby nie mieszała do tego czarodzieja, zaklęć, multiwersum czy chęci sprowadzenia zmarłych zza grobu. To mogło być już za dużo jak na jedną osobę, szczególnie taką która wydawała się być w wyraźnym szoku.
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


Ull stał z założonymi na piersi rękami i czekał aż Hargiemu przejdzie. Wiedział, że się wścieknie. Z lekkim uśmiechem słuchał jak Robin stanęła w jego obronie, chociaż obelgi krasnoluda w ogóle go nie ruszyły.
Addie nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Po prostu czekała na to aż krasnolud się uspokoi. Robin postanowiła mu w tym lekko pomóc. Kiedy użyła argumentu, że musi ją odesłać do domu, uśmiechnęła się smutno. Cieszyła się, że pomimo kłótni znów mogli się dogadać.
Hargi spojrzał w błękitne oczy Robin.
- Nie naprawię go - odpowiedział. - Nie wiem czy istnieje osoba, która to potrafi. - dodał wzdychając ciężko.
Reiseblad był wręcz legendarną bronią. Matki opowiadały swoim dzieciom historię o niezniszczalnym toporze potrafiącym przenosić właściciela w przestrzeni. Jego matka również opowiadała mu legendy o toporze. Jednak można było go zniszczyć. Ileż krasnoludów przepadło bez śladu próbując go odnaleźć.
- Ale znasz się na sygnaturach - odezwała się Addie. - Prosze potrzebujemy punktu zaczepienia -dodała przejęta.
Hargi wstał z krzesła. Znów wziął w rękę szkło powiększające i zaczął się przyglądać zdobionej rękojeści. Jego złość ustąpiła miejsce fascynacji. To właśnie jemu przypadło trzymać artefakt w dłoniach. Nikt mu nie uwierzy, jeśliby postanowił się tym, pochwalić.
- Nie widzę nic szczególnego - powiedział zamyślony. - Nie widać żadnego herbu, inicjałów. Rękojeść z pewnością była rzeźbiona ręcznie. Co za precyzja. Lekkość. Nie wierzę, że udało wam się go uszkodzić. - Przeniósł wzrok na ostrze. - Niemal czyste Uru. Beż żadnych wspomagaczy. Wyjątkowy. Zespolony z źródłem energii włóknami. Dlatego kamień tak miga. Metal musiał zostać wtopiony w kamień.
- Nie na odwrót? - zdziwiła się Addie.
- Nie. Jeśli kamień jest źródłem to wszystko było robione wokół niego. Ostrza zostały połączone łącząc się z kamieniem. Widać to po pęknięciach. - krasnolud podniósł wzrok.
-Próbowałeś iskry? - zapytał Ulla.
Szatyn zmarszczył brwi.
- Nie
- No jasne. Najlepiej przyjebać mocą. Proszę, wykaż się - machnął ręką na przewodnika.
Offline


-Wiem Hargi, i nie wymagam tego od ciebie, ale daj nam co kolwiek, a resztą się zajmiemy- Ustalili już wczoraj, że raczej krasnoludy z tego miasta nie będą w stanie im fizycznie pomóc. Nie prosiłaby krasnoluda o coś co wykracza po za jego zdolności, chociaż tak pewnie byłoby najłatwiej, chociaż kto wie, czy by wtedy nie doszło do jeszcze większej tragedii. Odsuneła się od niego, kiedy ten postanowił ponownie przyjrzeć się toporowi, aby wydać jakąś opinię
-To chyba jasne, że wokół niego- Mruknęła, krzyżując dłonie na klatce piersiowej -Osobiście nie miałam styczności z kamieniem, ale Quill już tak- Opowiadali jej historię, jak przez zupełny przypadek trafili na jeden z kamieni i jak o mało co przez niego Thanos nie rozwalił jednej z planet.
-Gdyby kamień miał być w coś wtopiony, to wiązałoby się z tym, że ktoś musiałby go dotknąć. Quill, Gamora, Drax, Rocket i Groot o mało co nie zginęli, kiedy próbowali skierować jego moc na Ronana. Oni chyba są jedynymi, którzy byli tak blisko kamienia i udało się im przetrwać- Opis, z jakim się spotkała, nie był zdecydowanie rodzajem śmierci, który by wybrała. Rozpadali się, nie tylko od zewnątrz, ale również od środka. Kamienie emanowały taką mocą, że unicestwiały każdego, kto tylko do nich się bezpośrednio zbliżył. Dlatego potrzebowały swoistych nośników.
-Tesseract, ta cholerna włócznia, aż na końcu rękawica Thanosa, to były tylko nośniki- Powiedziała, a Clint pokiwał lekko głową.
-Zgadza się, nośniki, które pozwalały na dość bezpiecznie użycie kamieni- Odezwał się w końcu.
-Hargi daj już spokój, wiemy, że źle zrobiliśmy, nie potrzebujemy dodatkowego dopierdolenia- Mruknęła, kiedy krasnolud ponownie postanowił powrócić do ich pomysłu, który jak się okazał, nie był najlepszy.
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


Hargi nie spuszczał wzroku z Ulla, ciekaw był, czy mężczyzna podejmie się wyzwania. Ull zastanawiał się nad tym. W sumie nie pomyślał o tym, żeby w ten sposób spróbować. Nie był zachwycony, że będzie musiał aż tak się odsłonić, ale kurwa, Hargi może mieć rację. Każda wskazówkę jaką mieli była wskazana przez ogień, dlaczego miałoby być inaczej.
- Dobra -przytaknął czując na sobie wzrok krasnoluda. - Dawaj to.. - mruknął od niechcenia.
Przeszedł na środek pomieszczenia. Do tego co chciał zrobić musiał mieć miejsce. Hargi złapał topór i poszedł za nim.
- Co wy kombinujecie? - zapytała Addie.
- Podczas rozwiązywania każdej kolejnej zagadki do topora potrzebowaliśmy ognia. Teraz też będziemy go potrzebować. Ale nieco innego - zaczął tłumaczyć przewodnik.
- Iskra - przejął głos Hargi - Energia życiowa, płonąca. Tylko ogniści mogą ją tworzyć. To coś takiego jak Wieczny ogień. Nigdy nie gaśnie, ma w sobie potężną moc. Byle żółtodziób jej nie stworzy. Wyrywasz część siebie, swojej energetycznej siły - wyjaśnił.
Addie spojrzała na Robin, ale to Ull przygotowywał się do zaklęcia.
- Jesteś ognisty? - zdziwiła się. Kolejna tajemnica wyszła na jaw i to w sumie przez przypadek.
- Tak wyszło - wzruszył ramionami Ull - Dobra do roboty. Odsuńcie się. Udało mi się to tylko raz więc nie wiem jak to będzie teraz.- powiedział rozluźniając ręce.
Wziął głęboki oddech. Zamknął oczy. Złożył dłonie w piramidkę. Odchrząknął głośno i zaczął nucić niezrozumiałe sentencje. Poczuł jak temperatura wokół niego zaczęła gwałtownie rosnąć. Serce zaczęło przyspieszać. czuł jak energia zaczyna się budzić. czuł jak płomienie zaczynają się przedzierać przez skórę co sprawiło mu ból.
Zerwał się wiatr, podmuchy gorącego powietrza szalały w pomieszczeniu. Złożył palce serdeczne do środka piramidy. Musiał poruszyć energią skumulować ją w dłoniach. Czuł gorącą fale rozlewajacą się po jego ciele. Pzesuwał ją w stronę dłoni. Pace przeszył mocny ból, jakby ktoś spuścił mu na palce ogromny głaz. Zacisnął zęby. Energii było coraz więcej.
Addie nie mogła uwierzyć własnym oczom. Nie miała pojęcia kim jest Ull. Kiedy zerwał się gorący wiatr zmrużyła oczy. Podmuchy lekko parzyły jej skórę. Nagle między palcami Ulla zaczęło się coś pojawiać. Najpierw malutkie, niczym główka od pineski świecący punkcik. Mężczyzna nie odpuszcza. Powoli punkcik się powiększał. Kiedy przybrał wielkość piłki do ping ponga Ull otworzył oczy i powoli zaczął rozkładać piramidkę z palców. Rozłożył wszystkie palce. Zaczął ciężko dyszeć. Widać, że mocno to go wyczerpało Po czole spływały mu krople potu. Złapał stworzoną iskrę w dłoń. Hargi podszedł z toporem, podał mu go. Kiedy Ull zacisnął dłoń z iskrą na rękojeści topór rozbłysł pomarańczowym światłem. Na rękojeści rozbłysły runy i inne trudne do zidentyfikowania wzory. Tak samo ostrze. Pęknięcia nieco utrudniały odczyt, ale kamień zareagował natychmiast. Rozbłysnął jasnym światłem. Ull poczuł jak topór drży w jego dłoni.
- A niech mnie.. westchnął dysząc ciężko. - Miałeś rację - zwrócił się do krasnoluda z. który znów zaczął odczytywać symbole na rękojeści.
- Dobra. Możesz puścić - zwrócił się do Ulla.
Mężczyzna kiwnął głową i puścił topór na ziemię. Iskra zniknęła, a on opadł jedno kolano na posadzce próbując uspokoić oddech i czekając aż miną zawroty głowy.
Offline


Kiedy znowu padł temat mocy Ulla, a Robin poczuła od razu na sobie spojrzenie Addie spuściła lekko głowę. Nie chciała jej mówić, że już od jakiegoś czasu wiedziała i nic nie powiedziała. Robiła wszystko, aby ten fakty o nim ukryć przed pozostałymi, tym bardziej że Ull dał jej jasno do zrozumienia, że nie chce o tym mówić.
-Tak Addie, wiedziałam- Rzuciła, w jej stronę wiedząc, że wcześniej czy później padnie to pytanie.
-Kolejne tajemnice, wspaniale- Skomentował Clint, co wywołało u Robin falę wściekłości.
-A co by to zmieniło, nie jest to ważne
-Może to, że nie ty byś musiała grzebać się z tym kamieniem, a tak wszystko spadło na ciebie i sama o mało co nie zginęłaś- Odpowiedział. Był ciekaw co jeszcze Robin wiedziała o Ullu, co jej powiedział, a czego ona nie raczyła im powiedzieć. Dziewczyna zacisnęła usta w wąską linię. Co miała zrobić w tej sytuacji. Polecieć nagle do wszystkich i z uśmiechem na ustach oznajmić, że Ull też potrafi podpalać wszystko dookoła. Wiedziała, jakie to było uczucie i rozumiała go. Chociaż dla wielu moc ognia była potężna, to dla użytkowników była raczej swego rodzaju przekleństwem niż darem. Nie dane było, jej jednak odpowiedzieć na zarzuty Clinta, bo temat wrócił na topór, a kiedy wyjaśnili, czym jest iskra, dziewczyna otworzyła szerzej oczy. Nie podobał sie jej ten pomysł.
-Nie...to idiotyzm...Ull- Skierowała na niego wzrok, ale po jego spojrzeniu od razu wywnioskowała, że ten już podjął decyzję i bez względu na to co powie, i tak ta zrobi. Westchnęła ciężko i odsunęła się nieco w bok. To, czego była świadkiem przed chwilą, przekraczało wszelkie jej wyobrażenia. Ciepły podmuch wiatru, ledwie ją łaskotał, chociaż sądząc po minach pozostałych, nie było to dla nich przyjemne doświadczenie. Ze zmrużonymi oczami obserwowała poczynania Ulla, gotowa to przerwać na wypadek gdyby coś poszło nie tak. Kiedy topór opadła z głuchym łoskotem na ziemię, a zaraz za nim Ull, dziewczyna podeszła do niego i kucnęła obok, wpatrując się w jego twarz z wyraźnym zaniepokojeniem i troską. Teraz faktycznie martwiła się bardziej o niego niż o jakiś topór. Wyciągnęła dłoń w jego stronę i otarła z czoła kilka kropel potu.
-Wszystko dobrze?- Zapytała się
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


Zmęczony spojrzał w zmartwione oczy Robin. Prychnął z uśmiechem nadal ciężko dysząc.
- Żyje. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz - odpowiedział. Był zadowolony. Udało mu się dotrzeć do topora. Gdyby tylko był cały nie zawahałby się i przeciął przestrzeń.
- Dotarłem do niego - ucieszył się. - Drżał w mojej dłoni, czułem jego moc, a może swoją nie jestem pewny - tłumaczył rozemocjonowany. Usiadł na posadzce i jeszcze raz westchnął głęboko, po czym roześmiał się nieco nerwowo.
Addie podeszła do Ulla. Musiała przekonać się na własne oczy, że nic mu nie jest. Czuła od niego podekscytowanie, które mieszało się z wyczerpaniem.
Topór leżał kilka kroków dalej. Hargi pochylał się nad nim, ponownie studiując jego znaki. Addie nie mogła ułożyć sobie tego w głowie. Ull był ognisty,był podobny do Robin. Teraz kilka rzeczy nabrały sensu. Jego wszędobylstwo, wybuchy złości. To wszystko było przez ogień, zabolało ją, że nie powiedział prawdy. Nie znała przyczyn tej tajemnicy, być może miał powody, ale przecież stali się przyjaciółmi, mogli sobie ufać.
- Dobra wiadomość jest taka.. - zaczął Hargi - że widać w końcu herb twórcy.
- A zła? - dopytała Addie.
Będziecie musieli gdzieś pójść
- Swartalheim - dodała blondynka
- Zgadza się -przytaknął krasnolud podnosząc wystygnięty topór. Pomarańczowe znaki zaczęły blednąć, aż w końcu zniknęły. Kryształ znów zaczął migać
- Dobra.. daj mi wina i wytłumacz co tam wypatrzyłeś - odezwał się Ull powoli podnosząc z podłogi.
Offline


-Ostatnie czego bym chciała to pozbyć się ciebie- Odpowiedziała mu nieco ściszonym głosem i odgarnęła kilka kosmyków, które opadły na jego oczy. Odetchnęła z ulgą, kiedy Ull najwyraźniej był w jednym kawałku, jednak widziała, że sporo go to kosztowało. Chował swoją naturę przez długi czas, musiał walczyć z tym kim był i z tym, aby jego zdolności nie wyszły na jaw przy pierwszej lepszej okazji. Nie wiadomo ile czasu, trzymał to wszystko w klatce, a teraz życie zaczęło od niego wymagać wypuszczenia tego, i to nie w sposób łagodny, nie miał okazji na rozgrzewkę. Dziewczyna chwyciła go za ramię, kiedy usiadł na podłodze. Bała się, że za chwile im tu zemdleje, ale widocznie był faktycznie silniejszy, niż im wszystkim się wydawało.
-Już spokojnie...- Powiedziała, starając się go uspokoić. Domyślała się, że taki przepływ energii nie tylko był wyczerpujący, ale jednocześnie ekscytujący. Sama to czuła, kiedy uwalniała to coś, co w niej siedziało. Miała wtedy wrażenie, jakby spotykała się z dawno niewidzianym przyjacielem, czuła niewysłowioną wolność i swobodę. Jeden z nielicznych momentów, kiedy czuła, że jest naprawdę sobą i wszystko jest na swoim miejscu. Hargi przerwał, jednak jej rozmyślania kolejną informacją, która potwierdziła jej wcześniejsze obawy. Już od momentu, kiedy dowiedziała się o tym, że jedną z możliwych opcji było, zejście głębiej wiedziała, że będą musieli to robić.
-Cholerna intuicja...- Mruknęła i spuściła lekko głowę. Kiedy Ull drgnął i zaczął wstawać, odruchowo nieco mu pomogła, chwytając go za ramię. Pomimo jego ewidentnego szczęścia, to nie wyglądał najlepiej, ale dziewczyna uspokoiła się nieco, kiedy poprosił o wino. Skoro nadal mu w głowie było to, to nie było tak tragicznie.
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


Ull przyjął pomoc Robin kiedy pomogła mu się podnieść. Objął ją lekko opierając ramię na jej obejmując szyje. Pozwolił dziewczynie odprowadzić się do stołu przy którym usiadł. Hargi zniknął w drugim pomieszczeniu. Wrócił po chwili z szklana butelka i postawił ją przed Ullem.
- Masz, spisałeś się - powiedział
- Twoje zdrowie - odpowiedział otwierając butelkę. Pociągnął kilka łyków wina gasząc szalejące pragnienie. - I jak to wygląda? - zapytał krasnoluda.
- Cóż.. herb tworzy młot w płomieniach. Wygląda na to, że to ród Hehkua. Jeden z najstarszych rodów kowali. Członkowie łączyli się z ognistymi, a ci używali swoich mocy do wykuwania. Wieki temu osiedli w Swartalheimie, dopiero później pojawili się tam potomkowie Freji. Można powiedzieć, że to Hehkuaci byli pierwszymi mieszkańcami. Musicie znaleźć potomka Hehkuatów, o ile jakiś żyje - wyjaśnił Hargi.
- Dobrze, ale jak dostać się tam, do Swartalheimu? - zapytała Addie siadając obok Ulla.
- To już trudniejsze. Musicie zdobyć przewodnika. Niestety tylko mieszkańcy go posiadają - wyjaśnił krasnolud.
- Przecież mamy przewodnika.
Hargi uśmiechnął się przebiegle.
- Na nic wam on. Korytarze są tak zawiłe, że nawet ten łazęga się zgubi - stwierdził z uśmiechem
- Oj tam.. tylko raz się zdarzyło - machnął ręką Ull. - Kiedyś wydawało mi się, że dam radę. Zgubiłem się w tunelach. Trzy dni bez wody i jedzenia. Więcej nie próbowałem - wyjaśnił krótko widząc miny towarzyszy. Znów pociągnął łyk wina, które przyjemnie łaskotało gardło swoim chłodem.
- Przewodnik Freyczyków mieści się w kieszeni. Nie rozstają się z nim. Macie szczęście w nieszczęściu. Wczoraj widziałem jednego w tawernie na końcu ulicy. Raczej kończył już interesy. Obstawiam, że nie będzie skłonny was zabrać więc musicie mu zwinąć przewodnika - tłumaczył dalej Hargi.
- Wiesz jak wygląda? - zaciekawiła się blondynka.
- Gładki kamień z błękitnymi runami. W tunelu musicie do zakląć, a on poprowadzi was do Swartalheimu bezpieczną droga. - wyjaśnił.
Offline


Wszystko komplikowało się jeszcze bardziej. Chociaż uzsykali przydatne informacje, to przed nimi było znacznie więcej pracy, niż się spodziewali. Robin westchnęła ciężko i spuściła nieco zrezygnowana głowę. Dostanie się głębiej to jedno, ale kradzież to już zupełnie inna para kaloszy. Domyślała się, że krasnolud pewnie pilnował tego przewodnika jak oka w głowie, i nawet jeżeli chwycą się najbardziej oczywistej rzeczy, czyli schlania go to nadal wyciągnięcie tego maleństwa nie będzie wcale takie proste.
-Błagam, powiedz, że ten jeden krasnolud jest wyjątkiem, jest kretynem, który nie robi sobie nic z tego, że ktoś może mu to zwinąć- Rzuciła w stronę Hargiego, ale widząc jego minę, domyślała się już odpowiedzi. Przetarła dłońmi twarz. Miała już okazje widzieć, że krasnoludy pomimo niewysokiego wzrostu nie byli wcale przeciwnikami, których można było ot tak zignorować. Ull i Clint byli tego żywym dowodem, kiedy wrócili po jednej z bijatyk.
-No nic...- Powiedziała po chwili milczenia -Trzeba będzie coś wymyślić, aby nie skończyć z jakimś innym toporem czy kilofem pomiędzy oczami- Domyślała się, że tajemniczy krasnolud, który jeszcze nie wiedział, że w mieście pojawiła się grupka, która najwyraźniej właśnie postanowiła go okraść, nie będzie spokojnie stał i patrzył na to.
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


Ull w ciszy myślał nad planem. Odstawił butelkę na stół i spojrzał najpierw na Robin, a później na Addie. Wziął blondynkę za rękę i zaczął przyglądać się wnętrzu jej dłoni. Addie spojrzała na niego podejrzliwie, ale nic nie powiedziała. Ull wypuścił jej dłoń chwile wcześniej lekko ją poklepując. Sięgnął do dłoni Robin i zrobił dokładnie to samo. Wnikliwie obejrzał jej dłoń, po czym wypuścił.
- Masz pomysł - stwierdziła Addie.
- A mam.. - westchnął z uśmiechem. Mężczyzna przeniósł wzrok na Hargiego.
- Nie mam w interesie wam przeszkadzać. - odpowiedział bezbłędnie odgadując wzrok mężczyzny.
- Addie idź do tej karczmy. Już teraz. Zatrudnij się tam.
- Słucham? Chyba żartujesz - oburzyła się blondynka.
- Nie.. - odparł spokojnie. - Po pierwsze, Robin nie zna języków. Po drugie na twoich dłoniach widać jeszcze odciski po mieczu. Gospodarz zechce sprawdzić czy pracowałaś po stanie dłoni. a złamany paznokieć nie wystarczy jako dowód. Wybacz, ale twoje dłonie w tej chwili są w nieco gorszym stanie- wyjaśnił.
Addie wzięła głęboki wdech, spojrzała na swoje dłonie. Może faktycznie nie były to dłonie księżniczki, ale nie uważała, żeby były w złym stanie.
- Jako pracownica nie będziesz podejrzana. Wtedy zrobimy najstarszy numer świata. Przyjdziemy się pobawić, oblejemy delikwenta winem. Zaoferujesz pomoc. Po tej akcji pewnie zostaniemy wywaleni, dlatego na ciebie spada odpowiedzialność, Musisz zapewnić gościa, że jego rzeczy będą bezpieczne i wtedy uciekniesz. Raczej z przekonaniem nie będziesz miała kłopotu. - opowiedział odchylając się na oparciu krzesła.
Offline


Dziewczyna drgnęła, kiedy Ull chwycił ją za dłoń. Przez moment nie bardzo wiedziała, co się działo, zdziwiła się, jednak jeszcze bardziej kiedy zaczął dość intensywnie się jej przypatrywać.
-Jeżeli chcesz wyczytać z niej przyszłość, to raczej trafiasz pod zły adres- Rzuciła niby żartem, ale Ull szybko wprowadził ich w pomysł, który wydawało się, że obmyślił w ułamku sekundy. Zawsze ją to zadziwiało, jak szybko potrafił znaleźć rozwiązanie. Ona pewnie główkowałaby się nad tym z kilka dni, a i tak jedyne co wpadłoby jej do głowy to zaczajenie się w jakiejś alejce i polegając na swoich możliwościach liczyć na to, że krasnolud okaże się słabszy, niż przypuszczała. Robin zaczęła się sama przyglądać swoim dłoniom z wyraźnym zaciekawieniem. I doszła do dość ciekawych wniosków, których się nie spodziewała. Jej dłonie wydawały się być w dużo lepszym stanie niż Addie. A przecież to ona spędziła czas w pałacach, a Robin biegała po, świecie walcząc z różnymi plugastwami. Mimo to, to właśnie po jej dłoniach można by wnioskować to, że nie splamiła się ciężką pracą, co poniekąd było prawdą. Miecza w dłoni nie trzymała nigdy, za to całą masę innych broni już tak, jednak nadal bardziej polegała na walce wręcz czy na swoich zdolnościach niż innych przedmiotach. Dziewczyna odchrząknęła cicho i wsunęła dłonie do kieszeni spodni.
-W razie czego zawsze możesz zadziałać mu na emocje trochę, aby bardziej wzbudzić zaufanie- Mruknęła po chwili ciszy i uśmiechnęła się do Addie. Musiała przyznać, że ten pomysł wydawał się być nawet niezły. Nie wiele rzeczy mogło pójść nie tak, szczególnie narobienie bałaganu. W tym mieli akurat już mistrzostwo.
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


- O to chodzi skarbie- przytaknął Ull - Moce Addie mocno się tu przydadzą. Zawsze będziesz mogła trochę podkręcić swoje cechy. Chociaż i tak dobrze ci z oczu patrzy - dodał znów łapiąc za butelkę.
Addie była niezadowolona z tego, że to ona będzie musiała chodzić między stolikami przy których będą siedzieli pijani goście. Mimo to pomysł Ulla był niezły i wymyślił go w dwie minuty.
- Muszę cię do tego przekonywać? -zapytał ze zdziwieniem.
Addie spojrzała na niego naburmuszona.
- Zawsze możemy czekać na moment kiedy będzie szedł ciemną uliczką.
Addie złapała za butelkę z winem i pociągnęła solidny łyk.
- Ciesz się, że mój mąż tego nie słyszy i nie zobaczy - mruknęła, po czym pokiwała głową.
- No - uśmiechnął się Ull - To dobra odpowiedź I zdecyduj się czy mam opowiadać o twoich przygodach mężowi czyn nie. - uśmiechnął się.
- Gdzie ta karczma? - zapytała blondynka Hargiego
- Jak wyjdziesz ode mnie, w prawo i ostatni budynek na rogu - wytłumaczył krasnolud.
Addie jęknęła głośno podnosząc się z krzesła.
- Oj nie marudź - odezwał się Ull - To tylko parę godzin
- Parę godzin z śliniącymi się gachami. Faktycznie nic trudnego - prychnęła po czym ruszyła do wyjścia odprowadzając przewodnika wkurzonym spojrzeniem.
Offline


Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, kiedy Addie ostatecznie zgodziła się na pomysł Ulla. Domyślała się, że było to duże wyjście ze strefy swojego komfortu, ale to była jedyna alternatywa, jaką mieli.
-Do śliniących się facetów można się przyzwyczaić, najwyżej jakiś ciebie klepnie...- Powiedziała, po czym skrzyżowała dłonie na ramionach. Addie była spokojniejsza, nawet gdyby jakimś cudem to ją mieliby wysłać, ryzyko było za duże. Gdyby, któryś z tych krasnoludów nie trzymał swoich łap przy sobie, Robin mogłaby zareagować w dużo bardziej wybuchowy sposób niż blondynka.
-Pierwsza praca...tak szybko dorastają- Powiedziała, kiedy Addie zniknęła im z pola widzenia, a Clint od razu zmierzył ją spojrzeniem i pokręcił głową.
-No co...oj wyluzuj trochę
-Ty tego luzu masz za nas dwoje- Odpowiedział jej, a Robin wzruszyła lekko ramionami i rozejrzała się po warsztacie spoglądając na różne metalowe rzeczy dookoła siebie
-Stary grzyb...- Mruknęła pod nosem cicho licząć na to, że Clint tego nie dosłyszy.
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


Ull uśmiechnął się słuchając wymiany zdań między Clintem, a Robin. Był pewny, że Addie sobie poradzi. Czasem zachowywała się jak rozpieszczona księżniczka, ale jej gracja, siła i przede wszystkim jej moce bardzo się teraz przydadzą.
- Dobra. Musimy być wiarygodni więc zalecam zaczęcie kompletowania kamuflażu - powiedział znów upijając łyk wina
- Ale nie u mnie. Ja się biorę do roboty - powiedział Hargi podnosząc się z krzesła.
- Tak jest - odpowiedział Ull podnosząc się z impetem z krzesła. - Odniesiemy topór do pokoju i poczekamy do wieczora. Wtedy wszyscy piją.. - dodał poprawiając opadające delikatnie spodnie.
- Powodzenia - powiedział Hargi na pożegnanie.
Ull zgarnął topór z podłogi i podszedł do krasnoluda. Wyciągnął do niego rękę. Hat=rgi podejrzliwie na niego spojrzał, ale po chwili uścisnął dłoń szatyna.
- Uważaj kłamco - odezwał się w języku asów.
Ull uśmiechnął się drwiąco.
- Uważać? Nie wydaje mi się, żeby było to potrzebne.
Wyszli z kuźni i udali się z powrotem do swojej gospody.
……………………………………………………………………………………………….
Gdy tylko Addie weszła do karczmy od razu miała ochotę stamtąd uciec. Lokal nie umywał się o gospody, w której się zatrzymali. Podłoga była brudna od pyłu i błota, stoliki lepiły się od wylanego alkoholu. W całym pomieszczeniu panował półmrok. Przy barze stał krasnolud z długą rudą broda ozdobioną srebrnymi koralikami. Przywołała lekki uśmiech na twarz i podeszła do krasnoluda.
- Pan jest właścicielem?
- A bo co?
- Szukam pracy - odpowiedziała bez owijania w bawełnę
Krasnolud zlustrował ją wzrokiem.
- Pokaż ręce -polecił burkliwie
Addie miała ochotę się uśmiechnąć Ull miał rację. Blondynka wyciągnęła dłonie na blat. Całą sobą starała się nie wzdrygnąć kiedy jej skóra przykleiła się do drewnianej powierzchni.
Krasnolud przyjrzał się jej dłoniom po czym skinął na zaplecze.
- Chodź - rzucił ruszając się tylnymi drzwiami
Offline


Pozostała trójka wyszła z pracowni krasnoluda, który pożegnał ich z wyraźną ulgą na twarzy, na widok czego Robin nie mogła się nie uśmiechnąć.
-Miałeś rację- Rzuciła w stronę Ulla, kiedy wyszli z kuźni -Krasnoludy to gbury, ale niektórych da się nawet lubić- Powiedziała.
-Miał też rację co do jeszcze jednej rzeczy...śmierdzą- Dodał od siebie Clint, na co Robin po prostu wybuchnęła śmiechem. Nie widziała powodów, dla których miałaby zachowywać śmiertelną powagę. Addie da sobie radę, była bystrą dziewczyną, która potrafiła wyjść z opresji z resztą tak samo jak oni. Jakoś zawsze spadali na cztery łapy bez względu na to, w jakie gówno wpadli. Dzięki pracy zespołowej udało się im osiągnąć pewnie więcej niż niejednemu krasnoludowi, o czym wspomniał Hargi. Tylu zapalonych kopaczy szukało tego topora, a ta sztuka udała się dopiero im. Grupie z przypadku i to w dodatku takiej, która niemal codziennie o coś się sprzeczała.
Dojście do gospody zajęło im dość szybko. Robin co jakiś czas zerkała na Ulla, był podekscytowany, ale nadal nie wyglądał najlepiej.
-Może powinieneś trochę odpocząć- Rzuciła w jego stronę, kiedy zaczęli wchodzić na piętro
-Robin zlituj się...
-To nie była żadna propozycja zboczeńcu- Powiedziała, odwracając głowę, aby spojrzeć na łucznika przez ramię.
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


Kiedy doszli do gospody Ull faktycznie zaczął trochę gorzej się czuć. Zużył spoko energii, a do tego wypił ponad pół butelki wina. Koniecznie musiał się przespać.
- Tak, muszę się przespać, bo do niczego się nie przydam. - Zgodził się z Robin. Musiał myśleć trzeźwo, gdyby coś poszło nie tak będzie musiał wymyślić plan awaryjny.
- A co, proponujesz mi swoje łóżko? - zapytał z łobuzerskim, ale nieco zmęczonym uśmiechem.
...............................................................................................................
Addie została przyjęta niemal od razu, Jedyną pracownicą była córka gospodarza. Blondynka słuchała poleceń i z dokładnością wykonywała swoje zadania. Zaczęła od sprzątania, najpierw na sali, potem przeniosła się na piętro, gdzie w malutkich pokojach zmieniała pościel. Freyczyk nadal był zameldowany, ale to był ostatni dzień jego pobytu, ponieważ przy niej dokonywał zapłaty za pobyt. Addie od razu go poznała. Długie włosy barwy mlecznej czekolady były gładko ułożone, broda dokładnie wyczesana. Czysty granatowy kaftan obszyty srebrna nicią odznaczał się na tle innych gości. Addie od razu zaznaczyła, że nie pozwoli sobie na to by ktokolwiek ją dotykał i że konsekwentnie będzie reagowała, gdy któryś z gości będzie chciał wyciągać łapy. Właściciel przytaknął i wydał jej pracowniczy komplet. Składający się z szarej prostej sukienki i bordowego fartucha. Addie cieszyła się, że suknia nie jest zbyt kusa i będzie mogła czuć się w niej swobodnie. Związała włosy w koka wypuszczając kilka kosmyków wokół twarzy. Kiedy zaczęli schodzić się pierwsi goście została pchnięta do stołów. Freyczyka obsługiwała zawsze z szerokim uśmiechem wymieniając z nim kilka uprzejmości. Krasnolud bardziej zachowywał się jak elf. BYł wyrachowany, z wyższością patrzy na motłoch, który marzył tylko o tym by dorwać się do kufla z piwem. Addie zauważyła, że za którymś razem odprowadził ja wzrokiem do samego baru kiedy wracała z pusta taca. Teraz miała pełny obraz tego jak taka praca wygląda. Była ciężka, co chwila coś się działo. Pierwszemu klientowi, który próbował ja złapać za pośladki wylała piwo na głowę z uśmiechem na ustach. Mężczyźni zaczęli się w pewnym momencie zakładać, któremu, i czy w ogóle się oberwie za niestosowne zachowanie. Gości przybywało, Addie nawet nie miała okazji by rozejrzeć się po sali czy doszli już jej towarzysze i mogą zaczynać swoją akcje.
Offline


Robin uśmiechnęła się lekko w stronę Ulla, który pomimo swojego zmęczenia nadal zostawał na wysokim poziomie swoich odpowiedzi.
-Może...- Odpowiedziała i wyprzedziła ich nieco, po czym podeszła do swoich drzwi i tylko na ułamek sekundy popatrzyła na Ulla, a potem zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Clint westchnął ciężko i przewrócił oczami. Jedyna nadzieja była w tym, że zmęczenie Ulla doskwierało mu na tyle, że nie będzie w stanie niczego sensownego zdziałać, a na to była dość duża szansa. Łucznik, jednak wolał dmuchać na zimne
-Ja chyba zostanę na dole...najwyżej prześpię się przy kominku- Powiedział robiąc szybko tył zwrot i niemal zbiegł ponownie po schodach.
Robin weszła do swojego pokoju i uśmiechnęła się lekko. Przez jej głowę przebiegła myśl "skorzysta czy nie" szybko, jednak pozbyła się jej kręcąc mocno głową i wskoczyła na łóżko kładąc się na plecach. Wpatrywała się w ciemny sufit i przez chwilę pomyślała o Addie. Miała nadzieję, że dobrze sobie radziła, a pijani faceci nie byli dla niej zbyt natarczliwi, a jeżeli tak, to chciała wierzyć w to, że blondynka miała znacznie więcej cierpliwości niż ona
-Dasz radę- Mruknęła do siebie i przymknęła na chwile oczy wsłuchując się w ciszę panującą wokół niej.
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


- Serio chce mi się spać - rzucił do łucznika, który schodził już że schodów.
Szatyn wszedł do pokoju Robin jak do siebie. Zamknął drzwi mocnym trzaśnięciem. Przed tym jak padł na łóżko zrzucił buty. Rzucił się na łóżko i natychmiast złapał Robin w swoje objęcia. Objął ją ramionami. Nogi oplutł wokół niej nie dając możliwości wydostania się z uścisku.
- Mam cię- powiedział chowając twarz w jej szyje. Jego ciepły oddech zatrzymywać się ja jej skórze.
Offline


Robin uśmiechnęła się lekko, kiedy Ull wparował do jej pokoju tak jakby w zasadzie już tam mieszkał. Chyba zaczął czuć się zbyt pewnie. Uchyliła lekko powieki, ale nim coś zdążyła zrobić czy powiedzieć poczuła jak ten rzuca się na łóżko a zaraz potem zamyka w szczelnym uścisku przysuwając ją do siebie. Nie mogła powstrzymać się od śmiechu, który rozniósł się po pokoju
-Mam rozumieć, że kiedy ktoś mówi "może" to ty słyszysz "jasne zapraszam wchodź jak do siebie"?- Wydyszała pomiędzy salwami śmiechu, po czym objęła delikatnie chłopaka. Czasami zachowywał się bardziej jak dziecko niż dorosły mężczyzna. Miał w sobie wiele radości, którą uwalniał po przez durne pomysły, ale jej to nie przeszkadzało, nawet lubiła to w nim, że rzadko kiedy można było się z nim nudzić. Odwróciła się twarzą do niego i oparła brodę na jego głowie przymykając na chwilę oczy.
-Ta cała iskra?- Odezwała się po chwili milczenia -Ile czasu nad tym pracowałeś?- Zapytała się wyraźnie zaciekawiona tym tematem.
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


- Może to nie przeczenie, wiec nie widzę przeciwwskazań - dopowiedział wesołym głosem. Kiedy Robin oparła brodę o jego głowę przycisnął policzek do jej dekoltu. Kiedy zapytała o iskrę chwile zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Na pewno dłużej niż bym chciał. Kiedyś byłem cholernie niecierpliwy. Teraz jestem oazą spokoju, ale kiedyś tak nie było. Chciałem umieć wszystko na teraz, już. Kiedy dowiedziałem się, że można coś takiego zrobić od razu zacząłem próbować. To trudna umiejetność. Oczywiście nie wychodziło. - uśmiechnął się lekko na wspomnienie tamtego okresu. - Zacząłem szukać informacji. Okazało się, że medytacja bardzo się przydała. Wspomniałem ci, że na początku podpalałem wszystko wokół, ale kiedy zacząłem panować nad ogniem, kiedy zaczynał mnie słuchać widziałem więcej w sobie. Iskra jest czymś co dosłownie wyrywasz z siebie. Tak, żeby było prosto wytłumaczyć - westchnął. - W skrócie… trzeba poczuć swoją energię, musisz poczuć ciężar zespolenia jej z ciałem. Poruszasz nią w określonym kierunku, do dłoni. - Tłumaczył jeżdżąc palcami po jej ciele. Przejechał po plecach. Powoli. Przeszedł na ramię i delikatnie sunął w dół ręki aż do nadgarstka.
- Kiedy się tam kumuluje odczuwać okropny ból. Dziś było blisko do połamania palców - spojrzał na swoją dłoń. - Kiedy energii jest już dużo zaczyna szukać ujścia. Jedynym jaki znajduje to to na zewnątrz wiec zaczyna się materializować. To natomiast przynosi uczucie osłabienia. Spróbuj nie ulec słabościom ciała i wytrzymać to wszystko… to trudne. Bardzo trudne. Miałam długą przerwę to tez dało swoje skutki… - tłumaczył wciąż przyciskając się do jej ciała.
Offline


Robin słuchała Ulla, po czym, kiedy zaczął wodzić swoimi palcami po jej skórze uśmiechnęła się lekko. Przyjemny dreszcz przebiegł jej po plecach.
-Hargi powiedział, że tylko ogniści mogą to zrobić- Mruknęła bardziej do siebie niż do niego. Nie chodziło jej o to, aby się tego nauczyć, jednak zdała sobie sprawę z jednej bardzo ważnej rzeczy. Przystawiła usta do jego głowy i przez chwilę zamilkła wpatrując się prosto w zamknięte drzwi. Ilu rzeczy jeszcze nie wiedziała, jak bardzo inni położyli to całe jej "szkolenie" czy zrobili tylko tyle ile uznali za bezpieczne, czy może faktycznie nie wiedzieli, że jej możliwości są dużo większe.
-Strange nigdy mi nie wyjaśnił czym jest moja moc. Pewne rzeczy musiałam zrozumieć sama, ale i tak ostatecznie wolał skupić się na podpalaniu cholernych knotów. Robiłam to w kółko, nawet kiedy szło mi już dobrze i coraz rzadziej zdarzały się nieprzewidziane pożary, on nie rozwijał swoich lekcji. Jakby uznał, że podpalanie świeczek to najbezpieczniejsze rozwiązanie i tyle powinno mi wystarczyć- Kiedy domagała się jakiś bardziej szczegółowych informacji albo ją zbywał, albo zasłaniał się typowym dla mentora stwierdzeniem "nie jesteś gotowa" teraz jak o tym myślała to mu wcale nie zależało na tym, aby ona rozumiała swój dar, a o to, aby nigdy go nie rozwinęła, bo może się bał tego co mogłaby osiągnąć. Widział w niej potencjalne zagrożenie, które lepiej było trzymać na smyczy.
-Chyba powiedział tylko jedną dobrą rzecz. Moja moc przez lata rosła, ale moje umiejętności już nie- Dodała po chwili milczenia i pogładziła go delikatnie po włosach. Nie miała możliwości rozwoju, szła bardzo często na oślep, to że teraz umiała z płomieni wytworzyć jakiś konkretny kształt to tak naprawdę jej zasługa, ale odkryła to naprawdę po latach.
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


- Nie słyszałem o przypadku, w którym iskrę zrobił ktoś nie posiadający w sobie ognia. - dodał oddając się całkowicie jej pieszczotom. Był coraz bardziej zmęczony. Jego ciało rozluźniało się pod wpływem palców Robin.
- Być może sam nie wiedział - wzruszył ramionami - Ale pewne jest to że z niego taki nauczyciel jak ze mnie tancerka. Podpalanie świeczek uczy precyzji. Kontrolujesz płomień tak bardzo, że jesteś w stanie zapalić knot bez ofiar, żadnych. Twoja moc jest potężna, ale nie miałaś nikogo, kto by ci pokazał co możesz z nią robić. Ogień jest dzikim żywiołem. Potrzebuje przestrzeni.. - przerwał ziewając krótko. - Nigdy nie jest za późno, żeby się uczyć. Iskry cię nie nauczę. Sama tez tego nie próbuj - kolejne ziewnięcie. - Ale jeśli nadarzy się okazja pokaże ci pare rzeczy.. - dodał kuląc się lekko.
Offline


Robin poczuła to jak Ull odpływał. Uśmiechnęła się lekko, kiedy próbował sklecić sensowne zdanie, walcząc ze snem. Objęła go nieco mocniej
-Śpij...- Wyszeptała do niego chcąc go nieco uspokoić i gładziła go lekko po głowie tak długo, aż nie usłyszała jego spokojnego oddechu. Ona, jednak nie mogła tak łatwo zasnąć. To był jeden z nielicznych czasów, kiedy mogła przeanalizować wszystko to co spotkało ją do tej pory. Przeszła tak wiele, a nadal tak wiele nie wiedziała. Nie wiedziała nic o swojej przeszłości, o tym kim była. O matce dostała strzępki bardzo konkretnych informacji, ale tarcza nie skupiała się na tym kto jakim był człowiekiem. Czy gdyby żyła czy jej życie wyglądało by inaczej. Może nigdy by nie musiała szlajać się po ulicach Nowego Jorku jak bezdomny dzieciak. Może do wielu katastrof by nie doszło. Bajki znałaby z opowieści matki, a nie sama z siebie, może śpiewałaby jej kołysanki przed snem gładząc ją delikatnie po głowie. Uśmiechnęła się lekko sama do siebie, a w lazurowych tęczówkach zaświeciły się łzy. Teraz tego się już nie dowie, mogła jedynie sobie wszystko wyobrażać i snuć scenariusze, które już nie dostaną szansy na spełnienie. Tęskniła, tak cholernie tęskniła...sama się sobie dziwiła, że było to w ogóle możliwe, aby tęsknić za kimś kogo tak naprawdę się nawet nie znało. Westchnęła cicho i przymknęła oczy spod których wypłynęły dwie łzy, które potoczyły się po jej policzkach. Objęła mocniej Ulla i w końcu sama przysnęła chcąc odgonić od siebie natrętne myśli, które nie dawały jej absolutnie niczego, oprócz przywoływania zbędnego sentymentu.
Clint Burton - #00BFFF
Feniks - #F65514
Torsten - #FF1493
Offline


- Tylko chwilkę - mruknął prosto w jej skórę. Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Jej powolne pogłaskanie pozwoliło mu całkowicie się odprężyć. Nie pamiętał snów. Obudził się nadal wtulony w dekolt Robin. Był tak zmęczony, że nawet nie kręcił się w łóżku. Spojrzał na jej spokojna twarz. Uśmiechnął się lekko, po czym złożył pocałunek na nagiej skórze dziewczyny. Wysunął się z jej objęć i przeciągnął wydając z siebie głośny pomruk.
- Głodny jestem - mruknął kiedy zauważył, że ruda zaczyna się budzić.
Offline